{"id":2598,"date":"2025-08-11T06:41:00","date_gmt":"2025-08-11T06:41:00","guid":{"rendered":"https:\/\/piotrswitalski.com\/?p=2598"},"modified":"2025-08-14T12:57:41","modified_gmt":"2025-08-14T12:57:41","slug":"delhijskie-tablice-dyplomaty-wspomnij-stachu-po-zapachu-czyli-interludium","status":"publish","type":"post","link":"https:\/\/piotrswitalski.com\/?p=2598","title":{"rendered":"Delhijskie tablice dyplomaty: Wspomnij Stachu po zapachu, czyli interludium"},"content":{"rendered":"\n<p>Przed sz\u00f3st\u0105 rano budzi mnie szuranie wiklinowych koszy, skrzy\u0144 poka\u017anych, wy\u0142adowanych bochnami po brzegi. Jeden za drugim ci\u0105gni\u0119te s\u0105 te kosze po kamiennej pod\u0142odze. Z piekarni, po\u0142\u0105czonej d\u0142ugim \u0142\u0105cznikiem z kamienic\u0105, przez korytarz parteru do pomieszczenia sklepowego. Za chwil\u0119 wespnie si\u0119 na g\u00f3r\u0119 do naszej sypialni ciep\u0142y i s\u0142odki zapach \u015bwie\u017cego pieczywa. Rozepcha nozdrza, podniesie powieki, zakr\u0119ci w g\u0142owie. \u015alinianki rozbujaj\u0105 si\u0119 na ca\u0142ego. Koniec spania. Zapach wybudzaj\u0105cy z najg\u0142\u0119bszego snu. Ale jak\u017ce \u0142agodny, mi\u0119kki, zach\u0119caj\u0105cy. I tylko patrze\u0107, jak usi\u0105d\u0119 do sto\u0142u i b\u0119d\u0119 jad\u0142 ciep\u0142\u0105 jeszcze kajzerk\u0119 z serem, a je\u015bli to sobota \u2013 mi\u0119ciutk\u0105 cha\u0142k\u0119 z d\u017cemem truskawkowym, popij\u0119 j\u0105 gor\u0105cym mlekiem. Cha\u0142ka ca\u0142kiem ju\u017c wtedy nam spolszcza\u0142a. Bo od pokolenia nie by\u0142o \u017byd\u00f3w w mie\u015bcie, i to ani jednego, ale piekarnia po staremu wydawa\u0142a cha\u0142ki, po staremu najlepsze w powiecie, a s\u0105siedzi ustawiali si\u0119 po nie w kolejce. Nie po p\u0105czki, nie po strucle, ale po cha\u0142ki w\u0142a\u015bnie. Piekarni\u0119 ju\u017c dawno przej\u0119\u0142a Gminna Sp\u00f3\u0142dzielnia, w ramach bitwy o handel, moc\u0105 Bierutowej ustawy, ale tradycja umiera\u0142a powoli. Umar\u0142a dopiero w po\u0142owie lat sze\u015b\u0107dziesi\u0105tych z wyprowadzeniem piekarni do nowej siedziby gieesu. Umar\u0142y z ni\u0105 i te narkotyczne zapachy poranka.<\/p>\n\n\n\n<p>Dzi\u015b z kamienicy bije w\u015bciek\u0142y zapach wilgoci, grzyba i lasuj\u0105cych si\u0119 cegie\u0142. Budynek piekarni zawali\u0142 si\u0119 jeszcze wcze\u015bniej. \u015alad\u00f3w po pi\u0119ciu pokoleniach mieszkaj\u0105cej tu rodziny nie ma wcale. Kamienica w obcych r\u0119kach. Remontowana przez obcych powoli i w b\u00f3lach.<\/p>\n\n\n\n<p>Istvan Terey m\u00f3g\u0142by by\u0107 moim ojcem, a ju\u017c z pewno\u015bci\u0105 jakim\u015b dobrym wujkiem, gdyby mieszka\u0142 wtedy w Polsce. I m\u00f3g\u0142bym wtedy, na pocz\u0105tku lat sze\u015b\u0107dziesi\u0105tych, oprowadzi\u0107 go po swoim mie\u015bcie i da\u0107 mu okazj\u0119 uruchomi\u0107 jego czu\u0142y zmys\u0142 w\u0119chu, tak wy\u015brubowany nadmiarem wra\u017ce\u0144 na plac\u00f3wce w Indiach.<\/p>\n\n\n\n<p>Wyszed\u0142bym z nim przed kamienic\u0119, a tam w domu na lewo mleczarnia, czyli sklep nabia\u0142owy. Stamt\u0105d bi\u0142 wieczny ch\u0142\u00f3d. W metalowych konwiach sta\u0142o mleko, z lady szed\u0142 \u015bmietankowy aromat mas\u0142a, wyczuwalny s\u0142abo, bo wszystko przebija\u0142 ostry zapach \u017c\u00f3\u0142tego sera i kwa\u015bny odczyn twarog\u00f3w. T\u0142umi\u0142 md\u0142\u0105 wo\u0144 mleka i zalatuj\u0105ce \u015bci\u00f3\u0142k\u0105 kurnika jajka.<\/p>\n\n\n\n<p>Skr\u0119ci\u0142bym w lewo, a tam z dziupli szewca buchn\u0105\u0142by strumie\u0144 woni kleju i zawilgoconej sk\u00f3ry znoszonego obuwia. Drzwi do szewca zawsze by\u0142y otwarte. Nawet zim\u0105. Zapachy rwa\u0142y si\u0119 na ulic\u0119.<\/p>\n\n\n\n<p>A po drugiej stronie ulicy \u2013 ko\u015bci\u00f3\u0142. W nim rz\u0105dzi\u0142, jak\u017ceby inaczej, bukiet stearyny \u015bwiec i opar\u00f3w kadzid\u0142a. Wo\u0144 wr\u0119cz mistyczna.<\/p>\n\n\n\n<p>Poszed\u0142bym z Tereyem w prawo w uliczk\u0119 za ko\u015bcio\u0142em, a tam ku\u017ania. Wtedy jedna z trzech w miasteczku. Gor\u0105cy i suchy sw\u0105d rozpalonego \u017celaza, przeplatany by\u0142by uderzeniem wilgoci od pary wzbijanej przy hartowaniu podk\u00f3w. A od mistrza zawsze czu\u0107 by\u0142o w\u00f3d\u0105, bo to moczymorda by\u0142 na\u0142ogowy. A kiedy zmar\u0142, od w\u00f3dy oczywi\u015bcie, to ku\u017ani\u0119 zamkni\u0119to. Trzy pokolenia rodzinnego biznesu i cze\u015b\u0107. Zreszt\u0105 ci\u0105gniki zacz\u0119\u0142y ju\u017c na ca\u0142ego zdobywa\u0107 wie\u015b. Za Gierka nie osta\u0142a si\u0119 ju\u017c \u017cadna ku\u017ania w mie\u015bcie.<\/p>\n\n\n\n<p>Pojawi\u0142 si\u0119 za to wulkanizator, z wielkiego miasta, obcy. I w \u015blad za nim od\u00f3r klejonej gumy rozszed\u0142 si\u0119 po mie\u015bcie. W jego\u017c to odoru kokonie spacerowali dumnie (bo pozby\u0107 si\u0119 go nie by\u0142o sposobu, wi\u0119c trzeba by\u0142o znosi\u0107 go godnie) pan Gumka i pani Gumkowa (ich prawdziwego nazwiska nigdy nie poznano), a wygl\u0105dali &#8211; wypisz, wymaluj &#8211; jak Sidorowski i Sidorowska z &#8220;Rejsu&#8221;.<\/p>\n\n\n\n<p>A tam jeszcze dalej za kowalem \u2013 stolarz. W stolarni rz\u0105dzi\u0142 \u017cywiczny zapach \u015bwie\u017cego drewna. Potrafi\u0142 zakr\u0119ci\u0107 w g\u0142owie, potrafi\u0142. A spocony stolarz obsypany by\u0142 zawsze jak \u015bniegiem wi\u00f3rkami, stru\u017cynami, heblowinami. Brzuch mia\u0142 pot\u0119\u017cny, fioletowe poliki, niedob\u00f3r wskazuj\u0105cego palca, g\u0142os no\u015bny, tubalny, a sepleni\u0105cy. Z tego seplenienia dosz\u0142o kiedy\u015b do sporego zamieszania na wy\u015bcigu kolarskim. Sta\u0142 stolarz na rogu, wysun\u0105\u0142 si\u0119 z t\u0142umu, klaska\u0142, wykrzykiwa\u0107 chcia\u0142, \u017ce \u201ebrawo\u201d, kiedy zbli\u017ca\u0142a si\u0119 czo\u0142\u00f3wka, ale wychodzi\u0142o mu \u201eplaffo, plaffo!\u201d, tak te\u017c zrozumia\u0142 i pilot wy\u015bcigu, wi\u0119c skr\u0119ci\u0142 w prawo zamiast jecha\u0107 prosto, a za nim kolarze. Taka anegdota.<\/p>\n\n\n\n<p>Dwadzie\u015bcia metr\u00f3w dalej, oczywi\u015bcie w prawo, nad sklepem galanteryjnym hucza\u0142 magiel. I wypuszcza\u0142 na ulic\u0119 po\u015bcielowe miazmaty, krochmalne wonie, zw\u0142aszcza wieczorami. Pod akompaniament plotek.<\/p>\n\n\n\n<p>Zmie\u0144my kierunek i p\u00f3jd\u017amy teraz od kamieniczki naszej w lewo, mi\u0144my mleczarni\u0119, a za kilkana\u015bcie metr\u00f3w poczujemy kwa\u015bne zapachy kapusty i og\u00f3rk\u00f3w, aromatyzowane koprem, zielem angielskim. Stary spo\u017cywczak, a raczej szwarc, myd\u0142o i powid\u0142o. Bo gdybym tam poszed\u0142 i powiedzia\u0142: &#8220;Pani Honorciu, dziadek si\u0119 pok\u0142\u00f3ci\u0142 z s\u0105siadem i potrzebuje laski dynamitu&#8221;, to pani Honorka schyli\u0142aby sie pod lad\u0119 i bez zmru\u017cenia ten dynamit by wyciagn\u0119\u0142a, zapisa\u0142a na zeszyt. I tylko uprzedzi\u0142a: &#8220;Ale powiedz dziadkowi, \u017ce lont kr\u00f3tki&#8221;. Sklep niczym jaskinia Aladyna. Tam i t\u0119pe wonie kartofli, kapusty i marchwi, ostre nuty cebuli, czosnku i chrzanu. Czu\u0107 by\u0142o sypkie kasze i m\u0105ki, a nawet s\u0142odk\u0105 marmolad\u0119. Kaskada, kanonada, melan\u017c zapach\u00f3w. Wpada\u0142em tam zawsze po boiskowym kopaniu pi\u0142ki. Zamawia\u0142em oran\u017cad\u0119 na miejscu (albo dwie je\u015bli mecz mnie zmeczy\u0142). Dulda\u0142em j\u0105 duszkiem. Nie wiem jakim kwasem j\u0105 nas\u0105czano, ale bek po niej mi wychodzi\u0142 niepowtarzalny &#8211; m\u0119ski, basowy, przeponowy. Od razu czu\u0142em si\u0119 doro\u015blejszy.<\/p>\n\n\n\n<p>Obok fryzjer i jego pachnid\u0142a, wody, szampony, pio\u0142uny, balsamy. Kibicem pi\u0142karskim fryzjer by\u0142 niezawodnym (tylko, prosz\u0119, bez skojarze\u0144 ze s\u0142ynnym Fryzjerem od ustawiania mecz\u00f3w). \u017badnego meczu nie przepu\u015bci\u0142, nawet kiedy miejscowa dru\u017cyna spada\u0142a do B-klasy. Sta\u0142 przy barierce, krzycza\u0142 dono\u015bnie, ale repertuar krzyk\u00f3w mia\u0142 ograniczony, na zmian\u0119 by\u0142o to albo \u201ekop! kop!\u201d, albo \u201enalatuj!\u201d, a on sam odbija\u0142 wyobra\u017con\u0105 pi\u0142k\u0119, jakby osobi\u015bcie rozgrywa\u0142 mecz na boisku, trzyma\u0142 si\u0119 por\u0119czy, wymachuj\u0105c nogami na boki jak baletnica \u0107wicz\u0105ca <em>battements tendu jete<\/em> przy dr\u0105\u017cku <em>barre<\/em>, nie dziw, \u017ce po obu jego stronach powstawa\u0142a na widowni wyrwa, a kibice bli\u017cej ni\u017c dwa metry od fryzjera bali si\u0119 stawa\u0107. I z niego si\u0119 na\u015bmiewali, czego on, ca\u0142y w meczu, nie m\u00f3g\u0142 oczywi\u015bcie zauwa\u017ca\u0107.<\/p>\n\n\n\n<p>Dalej apteka i to nie byle jaka, z czasem rozs\u0142awiona na Polsk\u0119 osob\u0105 aptekarza. Dzi\u015b w niej muzeum i informacja turystyczna. A wtedy mocarne zwarcie zapach\u00f3w. Z jednego rogu ulatnia\u0142y si\u0119 wonno\u015bci zi\u00f3\u0142. Wyrywa\u0142y si\u0119 z opakowa\u0144 wonie lipy, mi\u0119ty, rumianka, koz\u0142ka, dziurawca, melisy, sza\u0142wii. I tej sza\u0142wii zapomnie\u0107 nie mog\u0119, bo gdy zacz\u0119\u0142y wyrasta\u0107 mi z\u0119by sta\u0142e, dosta\u0142em przewlek\u0142ego zapalenia dzi\u0105se\u0142. P\u0142uka\u0142em sobie t\u0105 sza\u0142wi\u0105 usta kilka razy dziennie. A\u017c zbrzyd\u0142a mi na ca\u0142e \u017cycie. Zio\u0142a to by\u0142 karnawa\u0142, a w ramach walki postu z karnawa\u0142em z drugiego rogu post\u0119powa\u0142a inwazja wyziew\u00f3w agresywnych \u2013 spirytusu salicylowego, jodyny, plastr\u00f3w, gencjany, rywanolu, kamfory. Oczywi\u015bcie ucieka\u0142em zawsze do zi\u00f3\u0142.<\/p>\n\n\n\n<p>Za aptek\u0105, za rogiem \u2013 gospoda otagowana zapachowo znakami bigosu, groch\u00f3wki, kie\u0142bachy z wody i w\u00f3dki. Tak\u017ce legendarna, \u201eZ\u0142otym rogiem\u201d zwana. I tam w czwartki ju\u017c od po\u0142udnia schodzili si\u0119 gospodarze z okolicznych wsi, by opija\u0107 interesy robione na cotygodniowym targu. Wchodzili z ci\u0119\u017ckimi kieszeniami, ze z\u0142otymi rogami, wytaczali si\u0119 po paru godzinach sp\u0142ukani, ze sznurami jeno. Po omacku \u0142adowali si\u0119 na swoje rolwagi, wozy, furmanki. A konie na pilocie automatycznym odstawia\u0142y ich na wie\u015b, zostawiaj\u0105c po sobie fetor \u0142ajna, bo kupy naros\u0142y jak stodo\u0142y przez godziny postojowego czekania.<\/p>\n\n\n\n<p>Po przeciwnej stronie ulicy, zaraz ko\u0142o posterunku milicji generator najbardziej prowokacyjnych woni \u2013 sklep chemiczny. Pasty, rozpuszczalniki, farby, proszki, roztwory. Potrafi\u0142y potrz\u0105sn\u0105\u0107 cia\u0142em i oderwa\u0107 je od pod\u0142ogi.<\/p>\n\n\n\n<p>Obeszliby\u015bmy z Tereyem ca\u0142e miasto. Obw\u0105chaliby\u015bmy z Tereyem ca\u0142e miasto. By\u0142oby co zapisywa\u0107. Nawet je\u015bli \u017cadne sklepy cynamonowe by z tego nie wysz\u0142y. Wtedy. Bo dzisiaj bez Tereya spisywa\u0107 nie ma czego. Pojecha\u0142em, sprawdzi\u0142em. Zapachy znikn\u0119\u0142y, ulotni\u0142y si\u0119 bezpowrotnie. I te najbardziej przykre, a bynajmniej wy\u017cej nie opisane \u2013 gnoju, obornika, kot\u00f3w, szczur\u00f3w, lizolu, denaturatu, parowanych ziemniak\u00f3w, opalonej kury, odoru p\u0142ucnego. I te najbardziej sielskie \u2013 skoszonej \u0142\u0105ki, siana, dzikiej r\u00f3\u017cy, lipy, sosny. Nic si\u0119 nie osta\u0142o. Nie by\u0142o czego wspomina\u0107. Bo tam, jak wsz\u0119dzie dzi\u015b, sterylna cywilizacja epoki cyfrowej.<\/p>\n\n\n\n<p>Zewsz\u0105d za to niesie si\u0119 dzi\u015b z mieszka\u0144 w naszych miastach i miasteczkach zapach morskiej bryzy, ulubiony zapach Polak\u00f3w. Morska bryza przypad\u0142a nam bezapelacyjnie. A Terey nie poczu\u0142 jej wtedy nawet na pla\u017cy w Koczin. Zapach morskiej bryzy usiad\u0142 na Polsce, usadowi\u0142 si\u0119 na dobre, od \u017bu\u0142aw po Tatry. Podtrzymuj\u0105 jego st\u0119\u017cenie miliony dozownik\u00f3w znikaj\u0105cych z p\u00f3\u0142ek Rossmanna i Hebe, na \u017celaznym wyposa\u017ceniu wszystkich polskich rodzin.<\/p>\n\n\n\n<p>Prosz\u0119 pa\u0144stwa, wniosek mam tylko jeden: post\u0119p i cywilizacja wyja\u0142awia nam atmosfer\u0119. Post\u0119p oczywi\u015bcie polega na usuwaniu przykrych do\u015bwiadcze\u0144 organoleptycznych. Tak nam dyktuje nasz genetycznie uformowany utylitaryzm. Post\u0119p nakazuje otoczeniu pachnie\u0107. Post\u0119p usuwa nam \u015bmiecie i ba\u0142agan z ulic, post\u0119p zag\u0119szcza i przyczernia w\u0142osy dojrza\u0142ym m\u0119\u017cczyznom, prostuje nosy i uj\u0119drnia piersi kobietom. A\u017c post\u0119p zacznie naprzykrza\u0107 si\u0119 nam nud\u0105, jednostajno\u015bci\u0105, powtarzalno\u015bci\u0105, banalnym pi\u0119knem. Nie tylko w sferze zapachowej.<\/p>\n\n\n\n<p>Koniec urlopu. Dzwoni budzik. Pora wraca\u0107 do czasu klasycznej dyplomacji i miejsca nadmiaru bod\u017ac\u00f3w zmys\u0142owych.<\/p>\n","protected":false},"excerpt":{"rendered":"<p>Przed sz\u00f3st\u0105 rano budzi mnie szuranie wiklinowych koszy, skrzy\u0144 poka\u017anych, wy\u0142adowanych bochnami po brzegi. Jeden za drugim ci\u0105gni\u0119te s\u0105 te kosze po kamiennej pod\u0142odze. Z piekarni, po\u0142\u0105czonej d\u0142ugim \u0142\u0105cznikiem z kamienic\u0105, przez korytarz parteru do&hellip;<\/p>\n<p><a class=\"excerpt-readmore\" href=\"https:\/\/piotrswitalski.com\/?p=2598\">Read More<\/a><\/p>\n","protected":false},"author":1,"featured_media":0,"comment_status":"closed","ping_status":"closed","sticky":false,"template":"","format":"standard","meta":{"_jetpack_memberships_contains_paid_content":false,"footnotes":""},"categories":[1],"tags":[],"class_list":["post-2598","post","type-post","status-publish","format-standard","hentry","category-uncategorized","odd"],"jetpack_featured_media_url":"","jetpack_sharing_enabled":true,"_links":{"self":[{"href":"https:\/\/piotrswitalski.com\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/2598","targetHints":{"allow":["GET"]}}],"collection":[{"href":"https:\/\/piotrswitalski.com\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts"}],"about":[{"href":"https:\/\/piotrswitalski.com\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/types\/post"}],"author":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/piotrswitalski.com\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/users\/1"}],"replies":[{"embeddable":true,"href":"https:\/\/piotrswitalski.com\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcomments&post=2598"}],"version-history":[{"count":8,"href":"https:\/\/piotrswitalski.com\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/2598\/revisions"}],"predecessor-version":[{"id":2665,"href":"https:\/\/piotrswitalski.com\/index.php?rest_route=\/wp\/v2\/posts\/2598\/revisions\/2665"}],"wp:attachment":[{"href":"https:\/\/piotrswitalski.com\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fmedia&parent=2598"}],"wp:term":[{"taxonomy":"category","embeddable":true,"href":"https:\/\/piotrswitalski.com\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Fcategories&post=2598"},{"taxonomy":"post_tag","embeddable":true,"href":"https:\/\/piotrswitalski.com\/index.php?rest_route=%2Fwp%2Fv2%2Ftags&post=2598"}],"curies":[{"name":"wp","href":"https:\/\/api.w.org\/{rel}","templated":true}]}}